Rozdział 1 – Pożegnanie

przez , 18.sie.2014, w Bez kategorii

- Dwa lata później-

Już dwa lata mieszkam w tej szkole. Podczas tych lat pilnie uczyłam się magii, jak i zaklęć, zielarstwa i stylów walk. Aktualnie przebywam w sali używanej do lekcji z zaklęć. Sala ta jest wielka, chociaż mniejsza niż stołówka, ściany tutaj są pomalowane na wyblakły pomarańcz, sufit znajduje się z 4 -5 m nad ziemią  i ma niebieski kolor. Podłoga jest wyłożona ciemno brązowymi listwami. W klasie stoi koło 30 – 40 ławek, w kolorze złotego piasku i dwa razy tyle krzeseł,  tym razem w kolorze buku. Na końcu sali na podwyższeniu stoi duże masywne drewniane biurko i krzesło takiego samego koloru, czyli w kolorze dębu. Za biurkiem na ścianie wisi gigantyczna tablica szeroka na całą szerokość sali, a wysoka na 2 m.

 Siedziałam w sali z kilkoma osobami, które przypominały sobie temat na sprawdzian. Ja siedzę tam (bo nie chciało mi się siedzieć samej w pokoju) i na pamięć kuje zaklęcia z księgi czarów, którą dała mi ciocia na piąte urodziny. Nagle do sali weszła dyrektorka i poprosiła mnie do gabinetu. Ciocia nie wiele zmieniła się przez te dwa lata. Zabrałam księgę z ławki i wyszłam za ciocią z sali. Zeszłyśmy po schodach na parter, gdzie znajdował się gabinet cioci, stołówka, sala do ćwiczeń i pokój nauczycielski. Weszłyśmy do gabinetu, który był urządzony jak w tedy kiedy pierwszy raz tu zajrzałam. Stara drewniana szafa stała w koncie nie zbyt dużego pokoju, ciemne duże biurko stało na końcu pomieszczenia zanim było wielkie okno z widokiem na labirynt w którym poznałam swoją przyjaciółkę Jassice. Z prawej strony biura był regał z książkami, który zajmował resztę ściany.

- Lily proszę usiądź. – poprosiła ciocia wskazując mi miejsce za biurka, gdzie stała. Podeszłam do fotela ustawionego przed biurkiem.

- Słucham ciociu. – spojrzałam na nią pytająco i powiedziałam. – Co chciałaś mi powiedzieć?

- Lily skończyłaś już 6 lat. Chce żebyś pouczyła się trochę szkole dla zwykłych ludzi. – przerwała na chwile cioci i po chwili dodała. – Zamieszkasz u mojej przyjaciółki  na 8 lat nauki. Oczywiście będzie uczyła cię tam magii właśnie ona. Będziesz mogła mnie odwiedzać w wakacje, jeśli będziesz chciała. Masz jakieś pytania ? – ciocia spojrzała na mnie, a ja siedziałam tam i powoli trawiłam to co właśnie powiedziała mi ciocia.

- Tak mam jedno. – powiedziałam przełykając ślinę.  Zdjęłam sweter  i podwinęłam prawy rękaw bluzki pokazałam znamię znajdujące się na moim prawym ramieniu. Znamię przypomina pięcio ramienną gwiazdę. – Co to znaczy?

- Nie wiem słonko. – ciocia przeczesała palcami opadającą jej na oczy  grzywkę i westchnęła. – Do końca nie wiem. Nie którzy mówią że to znamię oznacza potęgę osoby, która je nosi, inni mówią że to przekleństwo , a jeszcze inni że błogosławieństwo. Naprawdę pogubiłam się w tym wszystkim. Z czasem sama odkryjesz co ono oznacza.- przerwała na chwilę swój wykład. – Dobrze słonko jeśli to wszytko, może pójdziesz spakować swoje rzeczy i pożegnać się z przyjaciółką. Ja muszę jeszcze coś załatwić.

Pożegnałam się z ciocią i pośpiesznie wyszłam z jej gabinetu. Czym prędzej pobiegłam do pokoju mojej przyjaciółki Jassici. Zapukałam w drzwi od jej pokoju. Po chwili usłyszałam ciche ,,Proszę”, weszłam do pokoju i pierwszym co zobaczyłam to Jassica siedząca na łóżku z książką. Cała ona, zawsze większość czasu spędza z książką.

- Część Lily. Chciałaś coś ode mnie?  – spytała wychylając się za książki.

- Tak Jessi. Chciałam się pożegnać, jutro rano wyjeżdżam. – Jessi wmurowało, odłożyła książkę na stolik nocny i usiadła na końcu łóżka z smutną miną.-

- Weź nie żartuj sobie ze mnie. – Jessi zrobiła naburmuszoną minę.

- Ale ja nie żartuje. Ciocia chce żebym przez 8 lat uczyła się w szkole dla ludzi. – Jessi westchnęła.

- Dobrze wierze ci tylko tak się nie gorączkuj. – przerwała na chwilę. – To kiedy wyjeżdżasz?

- Jutro rano. – Jak tylko to powiedziałam moja przyjaciółka o mało nie spadła z łóżka.

- Co tak szybko?- zapytała.

- Nie wiem.  Cioci coś się spieszy. – wzruszyłam ramionami. Jessi podeszła do mnie i mnie przytuliła. Oddałam uścisk.

- Będę za tobą bardzo tęsknić. – w jej oczach zobaczyłam łzy.

- Ja też będę za tobą tęsknić. – rozpłakałyśmy się, jak małe dziewczynki, którymi jesteśmy.

- Bez ciebie tutaj znowu, będę najmłodszą z uczennicą w tej szkole. – Jessi dla rozluźnienia atmosfery zaczęła żartować, gdy tylko powstrzymała łzy, które strumieniami spływały jej po policzkach.

- I do tego najniższą. – powiedziałam po cichu, ale Jessi usłyszała, bo spytała.

- Co żeś powiedziała! – przewróciła mnie na łóżko i zaczęła łaskotać, a ja śmiałam się bez opamiętania.

Hej! To znowu ja. Mam prośbę jak czytacie zostawiajcie też komentarze. Plis.

Zostaw komentarz więcej...

Prolog – Szkoła

przez , 18.sie.2014, w Bez kategorii

Moj rodzice zginęli w nie wyjaśnionym wypadku, z którego tylko ja uszłam z życiem. Pogrzeb moich rodziców, czyli Helen i Billa Blacków odbył się dwa dni temu. Ludzie z domu dziecka szukają moich krewnych którzy mogli by mnie zaadoptować. Będą mieli z tym problem, ponieważ Moj dziadkowie nie żyją, a o żadnej cioci czy wujku nic nie słyszałam, a przynajmniej nie słyszałam, aż do teraz.

- Lily z twoich krewnych została ci tylko Sophie Mavel, twoja ciocia.- powiedziała pani  z Domu Dziecka dla magicznych dzieci, w skrócie dla dzieci czarodziejów. – Jeśli ona Cię nie przygarnie, będziesz musiała z nami zostać. – kobieta uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco. Przyjrzałam się uważniej kobiecie. Ma około 20 – 25 lat, krótkie do brody rude włosy z złotymi pasemkami, oczy koloru cappuccino, malinowe usta i szczupłą figurę. Wygląda prawie jak modelka, ciekawe czemu nie ma chłopaka. Uśmiechnęłam się do swoich myśli.

***

Stanęliśmy przed szkołą dla czarodziej, w słowie stanęliśmy chodziło mi o mnie i  kobietę z domu dziecka, która tak przy okazji ma na imię Kate.

- To jest szkoła twojej cioci, Lily. – Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się by dodać mi otuchy. Podeszła do nas kobieta w wieku mojej mamy, no może jest trochę  starsza. Ma blond włosy, nie wiem jakiej długości, bo je związane w koka. Jej burzowego koloru oczy przysłonięte są przez długie zawinięte do góry rzęsy. Cerę ma ona bladą, różane usta i mały nos, gdybym miała zgadywać oceniła bym jej wiek na 34 lata. Ubrana jest w szarą marynarkę, tego samego koloru spodnie i czarne buty na obcasie. Przyjrzała mi się badawczo, jak by chciała zajrzeć w moją duszę. W końcu odezwała się przerywając krępującą ciszę , która nastała z jej przyjściem.

- Zapewne to ty jesteś Lily Black, jesteś strasznie podobna do matki, chociaż masz kolor włosów po tacie, a oczy po babci. – uśmiechnęła się do mnie. – Nazywam się Sophie Mavel i jestem siostrą twojej mamy, czyli twoją ciocią. Od tej pory możesz uważać moją szkołę za swój dom. – Wypuściłam powietrze z płuc, nawet nie wiedziałam że je wstrzymuje.  Ciocia wzięła moją małą walizkę i odwróciła się w stronę Kate. – Dziękuje że przywiozłaś mi moją siostrzenicę. Do widzenia.  – ja i ciocia skierowałyśmy się w stronę drzwi wejściowych, po drodze odwracałam się w stronę Kate, żeby jej pomachać na do widzenia.  Ciocia zaprowadziła mnie do wolnego pokoju, przy jej sypialni, który znajdował się na drugim piętrze. Zaniosłam tam walizki i rozpakowałam się. Po czym wyszłam z pokoju i zaczęłam zwiedzać szkołę w której teraz będę mieszkać. Zobaczyłam stołówkę na parterze, wszystkie sale do lekcji na pierwszym piętrze, piętra mieszkalne, które zaczynały się od trzeciego piętra do szóstego i tak dalej. Na sam koniec wyszłam do ogrodu. Był piękny, porośnięty różnymi magicznymi i nie magicznymi kwiatami. Weszłam do małego labiryntu z żywopłotu i oglądałam pomniki i postacie wyrzeźbione w kamieniu, które stały tam jako ozdoba. Na samym końcu tego pięknego labiryntu rosła stara wierzba, a pod jej delikatnymi, powiewającymi na wietrze gałązki mieściła się drewniana ławeczka. Podeszłam bliżej i zauważyłam, że siedzi na niej jakaś czerwono włosa dziewczyna. Chciałam się już wycofać, ale na moje nieszczęście zauważyła mnie.

- Hej! Zaczekaj, może się przysiądziesz? – zapytała.

- Dobrze. – odpowiedziałam nie śmiało, podeszłam i wdrapałam się na huśtawkę. Jak na czterolatkę jestem całkiem zwinna. Usiadłam obok niej. Uważnie przyjrzałam się jej, a ona mi. Dziewczyna jak już wcześniej powiedziałam ma czerwone włosy ( ciekawe czy to naturalny kolor, czy farba) rozpuszczone, sięgające do połowy pleców, czekoladowe oczy i opaloną cerę. Jest ona płaska, bez żadnych krągłości ( czy jak tam  faceci mówią), ale jest szczupła. Jej twarz jest owalna, jej duże piękne oczy zasłaniają okulary z czerwoną oprawką, ma mały nosek i idealnie skrojone usta o kolorze malin. Też chce tak w przyszłości wyglądać jak ona, oczywiście pomijając czerwone włosy i czekoladowe oczy. Przyjrzałam się teraz ubraniu dziewczyny. Ma ona na sobie białą bluzkę z różowym napisem i czarnym obrazkiem, na to zielony sweterek z rękawem do łokci i jasno niebieskie rybaczki. Na nogach ma czerwone konwersy z zielonym wzorem. Nagle moje obserwacje przerwał słodki i łagodny głos dziewczyny.

- Cześć jestem Jessica Ramsey. – posłała w moją stronę uśmiech, lecz ja jej nie odpowiedziałam. – A ty jak się nazywasz mała?

- Tylko nie mała! – powiedziałam w stronę dziewczyny i szybko odwróciłam twarz w innym kierunku cała naburmuszona.

- Nie obrażaj się. Przepraszam. Dobrze? – Jessica spojrzała na mnie dziwnie łagodnym wzrokiem.

- Dobrze. – wymamrotałam.  – Nazywam się Lily Black. – wyciągnęłam moją malutką dłoń w stronę dziewczyny, ona wyciągnęła rękę moją stronę i uścisnęłyśmy sobie dłonie. I tak właśnie zaczął się mój pierwszy dzień w szkole dla czarodziej.

 

Hej! To opowiadanie będzie moim drugim, które zamieszczam na blogu. Mam nadzieję za się wam spodoba.

Ps. Jeśli ktoś by chciał przeczytać mój pierwszy blog to znajduje się on na stronie http://clary-i-jace-inna-historia.blog.pl

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...

    Archiwum

    Wpisy, chronologicznie...