Archiwum dla: Sierpień, 2014

Rozdział 3 – Nowy dom

przez , 18.sie.2014, w Bez kategorii

Podczas drogi Alex opowiadał mi o swojej matce i o sobie, wyszło że to z nim i jego matką będę mieszkać przez okres podstawówki. Podobno  mają wielki dom i gosposie, że będę chodzi do jednej klasy z Alexem i że mają małe pieski rasy Chihuahua i Foksterier, który bardzo lubią się bawić. Musze wszystko to zobaczyć żeby uwierzyć. Po paru godzinach drogi w końcu dojechaliśmy do ich domu. Samochód dojechał do wielkiej bramy otwieranej na pilota, po chwili otworzyła się i wjechaliśmy na podwórko ich domu. Kierowca zatrzymał samochód przed schodami do domu. Alex wysiadł pierwszy, a ja tuż za nim. Na schodach siedziały małe pieski, które radośnie  machały ogonami, obok nich stała kobieta trochę młodsza od mojej cioci, kobieta jest strasznie podobna do swojego syna czyli Alexa, wnioskuje tak po jej wyglądzie. Długie blond włosy kaskadami opadały na jej ramiona, jasna karnacja, szczupła budowa ciała, długie lekko zawinięte rzęsy i łagodne rysy, nie zgadzał się tylko kolor oczu kobieta ma czekoladowe, podczas kiedy jej syn  ma błękitne. Pieski gdy tylko zobaczyły  Alexa, podbiegły do niego i zaczęły się łasic do niego.

- W końcu jesteście – kobieta podeszła do nas i uściskała serdecznie. – Ty pewnie jesteś Lily. Ja nazywam się Andrea Williams. Będziesz mieszkać z nami przez najbliższe lata. – Uśmiechnęła się do mnie ciepło. Alex złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę głównych drzwi domu.

- Chodź oprowadzę cię. – kątem oka zauważyłam że Richard bierze moje walizki i podąża w naszą stronę.

- Dobrze. – pobiegliśmy do drzwi domu, nie były jakieś niezwykłe, wyróżniała się tylko kołatka, którą oplatało winorośle z metalu. Otworzyliśmy je bez żadnego problemu, przedpokój był umeblowany nowocześnie, wszystko tam było biało – czarne. Tak samo było w kuchni, jadalni, salonie i tak dalej, prosto mówiąc wszystkie pomieszczenia na parterze były umeblowane w tym samym stylu i w tych samych kolorach. Na piętrze korytarze były tak samo urządzone jak na parterze, oprócz korytarza było tam dziesięć pokoi, każdy miał prywatną łazienkę i przebieralnie.  Jeden o niebieskich ścianach i czarnych meblach należy do Alexa, a pokój o morelowych ścianach i białych meblach do jego mamy. Pozostałe pokoje były umeblowane tak samo i o tych samych kolorach, czyli białe ściany i czarne meble. Tylko pokój obok pokoju Alexa się wyróżniał ściany były tam pomalowane na fioletowo, a meble były koloru białego, a były to wielkie łóżko, szafka nocna, biurko, komoda na której stoj plazma z głośnikami, stolik i fioletowe fotele.

- To twój pokój Lily, mój jak wiesz jest obok, więc jak byś coś chciała to wiesz gdzie mnie szukać. – wyszedł z pokoju  i zamknął za sobą drzwi. Podeszłam do biurka i posprawdzałam wszystkie szuflady, które były pełne artykółw biurowych, wyciągnęłam szkicownik ( bo swój zostawiłam jako pamiątkę cioci ) i ołówek, rzuciłam to na łóżko i podeszłam do drzwi od łazienki, otworzyłam je, moim oczom ukazała się łazienka z ścianami koloru mandarynkowego i białymi meblami takimi jak  wielka wanna, prysznic, duża umywalka z lustrem i dwie szafki, jedna pod umywalką, a druga obok lustra. Podeszłam do drzwi które znajdowały się na przeciwko umywalki i otworzyłam je. Garderoba była pomalowana na fioletowo, na wieszakach i półkach  było pełno ciuchów w moim rozmiarze.  Na którejś z pólek znalazłam piżamę składającą się z różowej bluzki z krótkim rękawkiem i krótkie spodenki w szaro – różową kratkę, zajrzałam do jakieś szuflady  i wyciągnęłam z niej czarną bieliznę, składającą się z majtek i topu. Wróciłam do łazienki odkręciłam kran pod prysznicem i zaczęłam ściągać ciuchy. Zdjęłam spódniczkę, koszulę, bieliznę, podkolanówki  i buty, rozpuściłam włosy i zdjęłam spinkę z grzywki. Spojrzałam w lustro, długie lekko kręcone kruczo czarne włosy sięgały mi do połowy pleców, niebieskie oczy patrzyły na mnie w odbiciu spod długich ciemnych rzęs, moje pełne usta przybrały odcień malin. Spojrzałam na prawe ramię, moje znamię jest koloru bladego różu, przez co jest dobrze widoczne na mojej śnieżno białej skórze. Wzięłam fioletową szczotkę do ręki i  rozczesałam  włosy, odłożyłam szczotkę na miejsce i rozsunęłam szklane drzwi od prysznica. W momencie w którym weszłam pod prysznic oblała mnie struga gorącej wody. Umyłam włosy i ciało, trwało to z 15 minut. Wyszłam spod prysznica i owinęłam się pierwszym lepszym ręcznikiem. Wytarłam się dokładnie, ubrałam bieliznę i piżamę, rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Na łóżku siedziała mama Alexa.

- Jak podoba Ci się pokój Lily? – zapytała.

- Bardzo śliczny. Bardzo dziękuj. – podziękowałam kobiecie.

- Nie ma za co moja drogo. – kobieta uśmiechnęła się promienie.

- Mam pytanie.

- Słucham. – kobieta uniosła jedną brew.

- Skąd pani wiedziała że fioletowy kolor to mój ulubiony? I jaki rozmiar ciuchów noszę? – kobieta z powrotem się uśmiechnęła.

- Twoja ciocia mi o wszystkim powiedział.

- Aha. – odpowiedziałam z lekkim zakłopotaniem.

- Dobrze nie będę ci już przeszkadzać. – podeszła do drzwi, tylko na chwilę się odwróciła by powiedzieć. – Dobranoc.

- Dobranoc proszę pani. – zawtórowałam kobiecie, a ona uśmiechnięta wyszła z mojego pokoju zamykając za sobą drzwi.

 Usiadłam na łóżku i wzięłam  do ręki ołówek i szkicownik. Na pierwszej stronie napisałam swoje imię w ozdobnym stylu, a w koło na szkicowałam kwiaty i winorośle. Na drugiej stronie pojawiły się sylwetki moich rodziców, stali tak uśmiechając się szeroko do mnie.  Jedna samotna łza spłynęła mi po policzku na wspomnienie o nich. Spojrzałam na fioletowy zegarek z wyświetlaczem, który wyświetlał godzinę i aż się wystraszyłam. Była godzina 23: 57, szybko odłożyłam szkicownik na szafkę i przykryłam się kołdrą. W krótkim czasie zasnęłam.

1 komentarz więcej...

Rozdział 2 – Alex

przez , 18.sie.2014, w Bez kategorii

- Następnego dnia-

Stoję przed szkołą, ubrana w czarną spódniczkę, białą koszulę i na nogi założyłam fioletowe podkolanówki i czarne długie konwersy, a włosy związałam w kucyk, oczywiście zostawiłam rozpuszczoną grzywkę, którą mam zawsze noszę na lewą stronę, przypięłam do niej tylko spinkę w moim ulubionym kolorze, czyli fioletowym. Stoję tam z pełną moich ciuchów i rzeczy fioletową walizką w czarną kratkę i czekam na samochód, który miał zawieść mnie w miejsce w którym będę musiała spędzić następne 8 lat. Pożegnałam się już z Jessi i nauczycielami, jedynie moja ciocia nie przyszła mnie pożegnać. Ciekawe czemu nie przyszła. Zaczęłam się zastanawiać i nie zauważyłam czarnego samochodu wyglądem przypominającego mniejszą limuzynę  z przyciemnianymi szybami, w ostatniej chwili cofnęłam się na schody, bo by mi ten dureń nogę rozjechał. Pisnęłam tylko cicho, ale po chwili się uspokoiłam. Z samochodu wysiadł chłopiec w moim wieku. Ma on krótko przystrzyżone blond włosy, piękne błękitne oczy przysłaniał wachlarz długich lekko zawiniętych do góry jasnych rzęs. Chłopak ma wysportowaną budowę ciała i jasną karnację, ubrany jest w długie jasno niebieski jeansy i białą koszulę. Na oko ma tyle lat co ja.

- Część! Jestem Alexander, ale mów mi Alex. – wyciągnął dłoń w moją stronę, po chwili wahania uścisnęłam ją.

- Ja jestem Lily. – uśmiechnęłam się, chłopak po chwili odwzajemnił uśmiech.

- Richardzie! – zawołał chłopak. Z  samochodu wysiadł kierowca i podszedł do nas.

- Tak Alexandrze? – zapytał mężczyzna.

- Mógł byś zapakować walizki Lily do samochodu. – mężczyzna pokiwał tylko głową i wziął moją walizkę.

- Chodź! – powiedział tylko Alex, złapał mnie za rękę i pociągnął mnie w stronę samochodu. Wsiedliśmy do środka, zaczęłam się rozglądać po jego wnętrzu. Fotele pokryte czarną jak smoła tapicerką,  wszystko w środku było czarne od uchwytów na kubki i mały stolik, po siedzenia, ściany i podłogi. Usiadłam obok Alexa, który bacznie mi się przyglądał.

***

Patrzę przez okno jak czarny samochód z moją przyjaciółką odjeżdża. odwróciłam się w stronę pani dyrektor z uśmiechem i mówię.

- Słodka będzie z nich parka. – uśmiechnęłam się.

- Jessica nie przesadzaj to dopiero dzieci i nic nie wiadomo. – odpowiedział z powagą dyrektorka.

- Co prawda, to prawda. – zamyśliłam się. – Mam jedno pytanie.

- Pytaj. – dyrektorka nie patrzyła na mnie tylko na stratę papierów, które ma na biurku.

- Dlaczego pani nie poszła pożegnać się z Lily jak inni? – zapytałam i uniosłam jedną brew do góry.

- Bo to by było strasznie trudne, a po za tym nie wyjechała na zawsze, przecież wróci za kilka lat.

- No tak. – odpowiedziałam speszona.

- Jessie  jeśli to wszystko to może wyjdziesz z mojego gabinetu, bo mi przeszkadzasz. Jeśli nie zauważyłaś mam masę roboty do zrobienia. – powiedziała zimnym głosem pani dyrektor. Posłusznie wyszłam z gabinetu, zamknęłam drzwi, ale nie poszłam dalej, tylko stanęłam pod ścianą i zaczęłam się wsłuchiwać co mówi dyrektorka.

- Ach. – westchnęła. – Moja mała Lily tak szybko rośnie  i jej moc przybiera na sile. Nim się  spostrzegę będzie ona piękną młodą kobietą i najpotężniejszą czarownicą, aż trudno w to uwierzy. – znowu westchnęła.

Coś tam jeszcze powiedziała, ale ja już zaczęłam się po cichu oddalać. Szłam w stronę wyjścia ze szkoły. Na dworze panował chłód, co się dziwić skoro jest wieczór. Wiatr powiewał moją bluzką jak chciał,  a ja szłam do miejsca w którym pierwszy raz spotkałam Lily. Gdy już tam doszłam usiadłam na ławeczce i zaczęłam rozmyślać, o tym że trudno będzie mi bez niej przez te osiem lat, o tym jak mnie rozweselała i jak sobie dokuczałyśmy.

Zostaw komentarz więcej...

Rozdział 1 – Pożegnanie

przez , 18.sie.2014, w Bez kategorii

- Dwa lata później-

Już dwa lata mieszkam w tej szkole. Podczas tych lat pilnie uczyłam się magii, jak i zaklęć, zielarstwa i stylów walk. Aktualnie przebywam w sali używanej do lekcji z zaklęć. Sala ta jest wielka, chociaż mniejsza niż stołówka, ściany tutaj są pomalowane na wyblakły pomarańcz, sufit znajduje się z 4 -5 m nad ziemią  i ma niebieski kolor. Podłoga jest wyłożona ciemno brązowymi listwami. W klasie stoi koło 30 – 40 ławek, w kolorze złotego piasku i dwa razy tyle krzeseł,  tym razem w kolorze buku. Na końcu sali na podwyższeniu stoi duże masywne drewniane biurko i krzesło takiego samego koloru, czyli w kolorze dębu. Za biurkiem na ścianie wisi gigantyczna tablica szeroka na całą szerokość sali, a wysoka na 2 m.

 Siedziałam w sali z kilkoma osobami, które przypominały sobie temat na sprawdzian. Ja siedzę tam (bo nie chciało mi się siedzieć samej w pokoju) i na pamięć kuje zaklęcia z księgi czarów, którą dała mi ciocia na piąte urodziny. Nagle do sali weszła dyrektorka i poprosiła mnie do gabinetu. Ciocia nie wiele zmieniła się przez te dwa lata. Zabrałam księgę z ławki i wyszłam za ciocią z sali. Zeszłyśmy po schodach na parter, gdzie znajdował się gabinet cioci, stołówka, sala do ćwiczeń i pokój nauczycielski. Weszłyśmy do gabinetu, który był urządzony jak w tedy kiedy pierwszy raz tu zajrzałam. Stara drewniana szafa stała w koncie nie zbyt dużego pokoju, ciemne duże biurko stało na końcu pomieszczenia zanim było wielkie okno z widokiem na labirynt w którym poznałam swoją przyjaciółkę Jassice. Z prawej strony biura był regał z książkami, który zajmował resztę ściany.

- Lily proszę usiądź. – poprosiła ciocia wskazując mi miejsce za biurka, gdzie stała. Podeszłam do fotela ustawionego przed biurkiem.

- Słucham ciociu. – spojrzałam na nią pytająco i powiedziałam. – Co chciałaś mi powiedzieć?

- Lily skończyłaś już 6 lat. Chce żebyś pouczyła się trochę szkole dla zwykłych ludzi. – przerwała na chwile cioci i po chwili dodała. – Zamieszkasz u mojej przyjaciółki  na 8 lat nauki. Oczywiście będzie uczyła cię tam magii właśnie ona. Będziesz mogła mnie odwiedzać w wakacje, jeśli będziesz chciała. Masz jakieś pytania ? – ciocia spojrzała na mnie, a ja siedziałam tam i powoli trawiłam to co właśnie powiedziała mi ciocia.

- Tak mam jedno. – powiedziałam przełykając ślinę.  Zdjęłam sweter  i podwinęłam prawy rękaw bluzki pokazałam znamię znajdujące się na moim prawym ramieniu. Znamię przypomina pięcio ramienną gwiazdę. – Co to znaczy?

- Nie wiem słonko. – ciocia przeczesała palcami opadającą jej na oczy  grzywkę i westchnęła. – Do końca nie wiem. Nie którzy mówią że to znamię oznacza potęgę osoby, która je nosi, inni mówią że to przekleństwo , a jeszcze inni że błogosławieństwo. Naprawdę pogubiłam się w tym wszystkim. Z czasem sama odkryjesz co ono oznacza.- przerwała na chwilę swój wykład. – Dobrze słonko jeśli to wszytko, może pójdziesz spakować swoje rzeczy i pożegnać się z przyjaciółką. Ja muszę jeszcze coś załatwić.

Pożegnałam się z ciocią i pośpiesznie wyszłam z jej gabinetu. Czym prędzej pobiegłam do pokoju mojej przyjaciółki Jassici. Zapukałam w drzwi od jej pokoju. Po chwili usłyszałam ciche ,,Proszę”, weszłam do pokoju i pierwszym co zobaczyłam to Jassica siedząca na łóżku z książką. Cała ona, zawsze większość czasu spędza z książką.

- Część Lily. Chciałaś coś ode mnie?  – spytała wychylając się za książki.

- Tak Jessi. Chciałam się pożegnać, jutro rano wyjeżdżam. – Jessi wmurowało, odłożyła książkę na stolik nocny i usiadła na końcu łóżka z smutną miną.-

- Weź nie żartuj sobie ze mnie. – Jessi zrobiła naburmuszoną minę.

- Ale ja nie żartuje. Ciocia chce żebym przez 8 lat uczyła się w szkole dla ludzi. – Jessi westchnęła.

- Dobrze wierze ci tylko tak się nie gorączkuj. – przerwała na chwilę. – To kiedy wyjeżdżasz?

- Jutro rano. – Jak tylko to powiedziałam moja przyjaciółka o mało nie spadła z łóżka.

- Co tak szybko?- zapytała.

- Nie wiem.  Cioci coś się spieszy. – wzruszyłam ramionami. Jessi podeszła do mnie i mnie przytuliła. Oddałam uścisk.

- Będę za tobą bardzo tęsknić. – w jej oczach zobaczyłam łzy.

- Ja też będę za tobą tęsknić. – rozpłakałyśmy się, jak małe dziewczynki, którymi jesteśmy.

- Bez ciebie tutaj znowu, będę najmłodszą z uczennicą w tej szkole. – Jessi dla rozluźnienia atmosfery zaczęła żartować, gdy tylko powstrzymała łzy, które strumieniami spływały jej po policzkach.

- I do tego najniższą. – powiedziałam po cichu, ale Jessi usłyszała, bo spytała.

- Co żeś powiedziała! – przewróciła mnie na łóżko i zaczęła łaskotać, a ja śmiałam się bez opamiętania.

Hej! To znowu ja. Mam prośbę jak czytacie zostawiajcie też komentarze. Plis.

Zostaw komentarz więcej...

Prolog – Szkoła

przez , 18.sie.2014, w Bez kategorii

Moj rodzice zginęli w nie wyjaśnionym wypadku, z którego tylko ja uszłam z życiem. Pogrzeb moich rodziców, czyli Helen i Billa Blacków odbył się dwa dni temu. Ludzie z domu dziecka szukają moich krewnych którzy mogli by mnie zaadoptować. Będą mieli z tym problem, ponieważ Moj dziadkowie nie żyją, a o żadnej cioci czy wujku nic nie słyszałam, a przynajmniej nie słyszałam, aż do teraz.

- Lily z twoich krewnych została ci tylko Sophie Mavel, twoja ciocia.- powiedziała pani  z Domu Dziecka dla magicznych dzieci, w skrócie dla dzieci czarodziejów. – Jeśli ona Cię nie przygarnie, będziesz musiała z nami zostać. – kobieta uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco. Przyjrzałam się uważniej kobiecie. Ma około 20 – 25 lat, krótkie do brody rude włosy z złotymi pasemkami, oczy koloru cappuccino, malinowe usta i szczupłą figurę. Wygląda prawie jak modelka, ciekawe czemu nie ma chłopaka. Uśmiechnęłam się do swoich myśli.

***

Stanęliśmy przed szkołą dla czarodziej, w słowie stanęliśmy chodziło mi o mnie i  kobietę z domu dziecka, która tak przy okazji ma na imię Kate.

- To jest szkoła twojej cioci, Lily. – Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się by dodać mi otuchy. Podeszła do nas kobieta w wieku mojej mamy, no może jest trochę  starsza. Ma blond włosy, nie wiem jakiej długości, bo je związane w koka. Jej burzowego koloru oczy przysłonięte są przez długie zawinięte do góry rzęsy. Cerę ma ona bladą, różane usta i mały nos, gdybym miała zgadywać oceniła bym jej wiek na 34 lata. Ubrana jest w szarą marynarkę, tego samego koloru spodnie i czarne buty na obcasie. Przyjrzała mi się badawczo, jak by chciała zajrzeć w moją duszę. W końcu odezwała się przerywając krępującą ciszę , która nastała z jej przyjściem.

- Zapewne to ty jesteś Lily Black, jesteś strasznie podobna do matki, chociaż masz kolor włosów po tacie, a oczy po babci. – uśmiechnęła się do mnie. – Nazywam się Sophie Mavel i jestem siostrą twojej mamy, czyli twoją ciocią. Od tej pory możesz uważać moją szkołę za swój dom. – Wypuściłam powietrze z płuc, nawet nie wiedziałam że je wstrzymuje.  Ciocia wzięła moją małą walizkę i odwróciła się w stronę Kate. – Dziękuje że przywiozłaś mi moją siostrzenicę. Do widzenia.  – ja i ciocia skierowałyśmy się w stronę drzwi wejściowych, po drodze odwracałam się w stronę Kate, żeby jej pomachać na do widzenia.  Ciocia zaprowadziła mnie do wolnego pokoju, przy jej sypialni, który znajdował się na drugim piętrze. Zaniosłam tam walizki i rozpakowałam się. Po czym wyszłam z pokoju i zaczęłam zwiedzać szkołę w której teraz będę mieszkać. Zobaczyłam stołówkę na parterze, wszystkie sale do lekcji na pierwszym piętrze, piętra mieszkalne, które zaczynały się od trzeciego piętra do szóstego i tak dalej. Na sam koniec wyszłam do ogrodu. Był piękny, porośnięty różnymi magicznymi i nie magicznymi kwiatami. Weszłam do małego labiryntu z żywopłotu i oglądałam pomniki i postacie wyrzeźbione w kamieniu, które stały tam jako ozdoba. Na samym końcu tego pięknego labiryntu rosła stara wierzba, a pod jej delikatnymi, powiewającymi na wietrze gałązki mieściła się drewniana ławeczka. Podeszłam bliżej i zauważyłam, że siedzi na niej jakaś czerwono włosa dziewczyna. Chciałam się już wycofać, ale na moje nieszczęście zauważyła mnie.

- Hej! Zaczekaj, może się przysiądziesz? – zapytała.

- Dobrze. – odpowiedziałam nie śmiało, podeszłam i wdrapałam się na huśtawkę. Jak na czterolatkę jestem całkiem zwinna. Usiadłam obok niej. Uważnie przyjrzałam się jej, a ona mi. Dziewczyna jak już wcześniej powiedziałam ma czerwone włosy ( ciekawe czy to naturalny kolor, czy farba) rozpuszczone, sięgające do połowy pleców, czekoladowe oczy i opaloną cerę. Jest ona płaska, bez żadnych krągłości ( czy jak tam  faceci mówią), ale jest szczupła. Jej twarz jest owalna, jej duże piękne oczy zasłaniają okulary z czerwoną oprawką, ma mały nosek i idealnie skrojone usta o kolorze malin. Też chce tak w przyszłości wyglądać jak ona, oczywiście pomijając czerwone włosy i czekoladowe oczy. Przyjrzałam się teraz ubraniu dziewczyny. Ma ona na sobie białą bluzkę z różowym napisem i czarnym obrazkiem, na to zielony sweterek z rękawem do łokci i jasno niebieskie rybaczki. Na nogach ma czerwone konwersy z zielonym wzorem. Nagle moje obserwacje przerwał słodki i łagodny głos dziewczyny.

- Cześć jestem Jessica Ramsey. – posłała w moją stronę uśmiech, lecz ja jej nie odpowiedziałam. – A ty jak się nazywasz mała?

- Tylko nie mała! – powiedziałam w stronę dziewczyny i szybko odwróciłam twarz w innym kierunku cała naburmuszona.

- Nie obrażaj się. Przepraszam. Dobrze? – Jessica spojrzała na mnie dziwnie łagodnym wzrokiem.

- Dobrze. – wymamrotałam.  – Nazywam się Lily Black. – wyciągnęłam moją malutką dłoń w stronę dziewczyny, ona wyciągnęła rękę moją stronę i uścisnęłyśmy sobie dłonie. I tak właśnie zaczął się mój pierwszy dzień w szkole dla czarodziej.

 

Hej! To opowiadanie będzie moim drugim, które zamieszczam na blogu. Mam nadzieję za się wam spodoba.

Ps. Jeśli ktoś by chciał przeczytać mój pierwszy blog to znajduje się on na stronie http://clary-i-jace-inna-historia.blog.pl

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...

    Archiwum

    Wpisy, chronologicznie...